Otóż, moim skromnym zdaniem należy chronić "obcą babę". Niedawno przeszłam przez to szaleństwo z powodu takiego zdania jak Twój...Korina pisze: czwartek 30 mar 2023, 14:35 Poza tym - czemu mam chronić obcega faceta - czy obcą babę ? niech będzie chory - mnie to lata koło pupy - ja chronić mogę tylko i wyłącznie siebie i rodzinę. Dlatego komunikaty powinny być " Chroń siebie bez chronienia innych ". Oraz maski nie dla wszystkich - tylko tych co są chorzy,
Otóż mój teść był w kościele na mszy, za nim siedzialo jakieś chore babsko i kaszlało wprost na niego. Chłop zachorował, zadzwonił po swojego syna, a mojego męża, teściowi robilam herbatki, kanapki itd. Mój mąż mu to zanosił - wszak musi być opieka nad rodzicem co pochwalam. Ale mąż zachorował, ja zaraz po nim, w nocy zamiast spać, to kaszleliśmy jak stare gruźliki. Zawsze szczyciliśmy się, że nie chorujemy na żadne grypki czy głupie katarki, bo stosujemy dużo cebuli, czosnku i swojskich kiszonek które to produkty są naturalnymi antybiotykami i żadne wirusy nas nie łapały.
A jednak, wlaśnie przez taką "obcą babę", strasznie nas połamalo przez takie myślenie...
Oczywiście wylizaliśmy się, oboje jesteśmy po dwóch dawkach szczepionki p/covid19 i daliśmy radę, jednak miałam termin do załatwienia czegoś w urzędzie, czułam się już całkiem znośnie, ale nie byłam świnią bo "co mnie obchodzi obcy facet czy baba", tylko założyłam maseczkę, ręce zdezynfekowałam, od pani urzędniczki trzymałam się na trzy metry mówiąc że jestem chora, ale sprawę załatwiłam.
Wracając do domu, weszłam do apteki, wcześniej założyłam zdezynfekowaną maseczkę i też z dość dużej odległości powiedziałam pani farmaceutce o swoich i męża dolegliwościach. Pani ochoczo dała nam leki na ten cholerny kaszel, napisała flamastrem na opakowaniach jak co brać i dosłownie po dwoch dniach mieliśmy święty spokój, ale ile się namęczyliśmy to nie zapomnę!!
Uszanowalam ludzi w urzędzie, potem w sklepie (jeść trzeba), a potem w aptece i choć nikt już maseczek nie zakłada, to ja zakładałam, ręce dezynfekowałam przed wejściem gdziekolwiek jak i po wyjściu, mój mąż także. Dla nas nieistotne było, że "obcy facet czy obca baba" - po prostu nie chcieliśmy zarażać domyślając się co nam jest.
Sprawy załatwiałam szybko, zawsze mąż mi towarzyszył, ale tym razem został w aucie, a ja wszystko na jednej nodze z maseczką na gębie i nie interesował mnie to że już nie trzeba. Trzeba, skoro wiem że jestem chora, zarażona tym kurestwem - dlaczego inni mają cierpieć?? Bo obcy? Pewnie tak myślała baba w tym kościele kaszląc wprost na mojego teścia. Chłop ma 86 lat, przyjął TRZY szczepionki na to dziadostwo i też jakoś mu to zeszło... Ale zakaził swojego syna, a syn mnie - poszło jak klocki domino.
A przecież mogliśmy umrzeć, co zresztą dość powszechne przy covidzie... Ochroniły nas szczepienia, nie są dobre o czym wiem, ale z dwojga złego to lepiej się zaszczepić, takie jest moje zdanie.
Miała przyjechać do nas kuzynka męża - bardzo się lubimy, ale nie byłam pewna co do stanu naszego zdrowia, przeprosiłam i powiedzialam żeby na kiedy indziej. Zrozumiała, sama covid przechodziła przez kilka m-cy na OIOM-ie w szpitalu, ledwie przeżyła. Nie miała szczepień, dopiero niedawno się zaszczepila i nawet kartkę mi pokazała.
Tutaj nie chodzi o nasze zdrowie czy rodziny - tutaj liczy się każdy człowiek, nawet ten "obcy",..






