Strona 1 z 2

Gwałciliśmy bez skrupułów

: czwartek 14 maja 2015, 14:28
autor: Lady Li
"Nie wia­do­mo, ile ich było: kil­ka­dzie­siąt czy kil­ka­set ty­się­cy. Chi­nek, Ko­re­anek i Wiet­na­mek zmu­sza­nych do seksu z ja­poń­ski­mi żoł­nie­rza­mi. Tokio do dziś nie zdo­by­ło się na jed­no­znacz­ne prze­pro­si­ny. Spra­wa ciąży nad po­li­ty­ką w Azji Wschod­niej.
Obrazek


Po­zwól Ce­za­rze gdy zdo­bę­dzie­my cały świat

Gwał­cić ra­bo­wać sycić wszel­kie po­żą­da­nia

Pro­ste proś­by żoł­nie­rzy te same są od lat

A Ju­liusz Cezar mil­cząc zabaw nie za­bra­nia

„Ko­bie­ty krzy­cza­ły i pła­ka­ły, ale nam było wszyst­ko jedno, prze­ży­ją czy umrą. By­li­śmy żoł­nie­rza­mi ce­sa­rza! Czy to w bur­de­lach, czy to w zdo­by­tych wsiach gwał­ci­li­śmy bez skru­pu­łów” – tak opo­wia­dał Yasu­ji Ka­ne­ko, pod­czas II wojny świa­to­wej sze­re­go­wy żoł­nierz armii ja­poń­skiej. Wiele lat póź­niej Ka­ne­ko zde­cy­do­wał się mówić: jego opo­wieść zna­la­zła się w fil­mie do­ku­men­tal­nym „Be­hind For­got­ten Eyes” z 2006 r.

Tak otwar­te wy­zna­nia na­le­żą wśród Ja­poń­czy­ków do rzad­ko­ści. Ale w po­łą­cze­niu ze wspo­mnie­nia­mi dzie­siąt­ków „ko­biet do po­cie­sza­nia” – tak Ja­poń­czy­cy na­zy­wa­li ko­bie­ty i dziew­czę­ta z za­ję­tych kra­jów, zmu­szo­ne do pro­sty­tu­cji – za­da­ją kłam po­li­ty­kom z Tokio. Tym, któ­rzy do dziś nie chcą przy­znać się do plamy na ho­no­rze armii ce­sar­skiej.

Umie­ra­ją ostat­ni świad­ko­wie: ci, któ­rzy 70 lat temu prze­szli przez pie­kło, i ci, któ­rzy to pie­kło urzą­dzi­li. Ofia­ry od­cho­dzą, bez na­dziei na za­dość­uczy­nie­nie ze stro­ny ja­poń­skie­go rządu. Co wię­cej: z Ja­po­nii co chwi­la sły­chać głosy ba­ga­te­li­zu­ją­ce pro­blem bądź uspra­wie­dli­wia­ją­ce zja­wi­sko „domów po­cie­sze­nia”.

A hi­sto­ria za­czy­na się tak...

MASAKRY I GWAŁTY

Od końca XIX w. Ja­po­nia toczy wojny z są­sia­da­mi – zwy­cię­skie. Ma am­bi­cje, by stać się re­gio­nal­nym he­ge­mo­nem, pod­bić bądź uza­leż­nić kraje ościen­ne. Zaj­mu­je Port Artur, Koreę, Sa­cha­lin, For­mo­zę, a na pół­no­cy Chin two­rzy sa­te­lic­kie pań­stwo Man­dżu­kuo.

W Chi­nach od lat 20. XX w. trwa wojna do­mo­wa i Tokio je­dy­nie szuka pre­tek­stu, aby roz­po­cząć oku­pa­cję osła­bio­ne­go kraju. Latem 1937 r. woj­ska ce­sa­rza Hi­ro­hi­to wkra­cza­ją do Chin. Świet­nie wy­szko­lo­na i uzbro­jo­na armia ce­sar­ska zaj­mu­je mia­sto po mie­ście. W li­sto­pa­dzie nisz­czy Szan­ghaj, a w grud­niu staje u bram Nan­ki­nu, ów­cze­snej sto­li­cy Re­pu­bli­ki Chiń­skiej.

Ostrzał ar­ty­le­ryj­ski i na­lo­ty bom­bo­we łamią opór obroń­ców. Ja­poń­czy­cy wkra­cza­ją do zruj­no­wa­ne­go mia­sta – i wpro­wa­dza­ją bez­li­to­sny ter­ror oku­pa­cyj­ny. Do­cho­dzi do jed­nej z naj­więk­szych zbrod­ni wo­jen­nych XX wieku: ma­sa­kry nan­kiń­skiej. Ja­poń­scy żoł­nie­rze mor­du­ją jeń­ców i cy­wi­lów – do dziś nie wia­do­mo, kil­ka­dzie­siąt ty­się­cy ludzi czy może aż 400 ty­się­cy. Ale ma­sa­kra nan­kiń­ska – to także kil­ka­dzie­siąt ty­się­cy be­stial­sko zgwał­co­nych ko­biet. Wiek nie gra roli, ofia­ra­mi są też dziew­czyn­ki.

Skala lu­do­bój­stwa i gwał­tów prze­ra­ża nawet ja­poń­ską ge­ne­ra­li­cję. Zdo­byw­ca Nan­ki­nu, ge­ne­rał Iwane Mat­sui – nie­obec­ny pod­czas rzezi miesz­kań­ców – wraca do mia­sta, by za­pa­no­wać nad sy­tu­acją. Jest po­dob­no wście­kły z po­wo­du tego, co za­sta­je pod rzą­da­mi swego za­stęp­cy ge­ne­ra­ła Yabu­hi­ko Asaki. Cią­gle pi­ja­ni, zde­mo­ra­li­zo­wa­ni żoł­nie­rze do­pie­ro po sze­ściu ty­go­dniach ma­sa­kry za­spo­ka­ja­ją żądze mor­do­wa­nia i gwał­ce­nia.

Ge­ne­ra­ło­wie za­sta­na­wia­ją się, jak na przy­szłość roz­wią­zać pro­blem sek­su­al­nych ocze­ki­wań żoł­nie­rzy. Za spra­wą za­chod­nich dy­plo­ma­tów i du­chow­nych wieść o Nan­ki­nie idzie w świat – i na­sta­wia wrogo do oku­pan­tów także pod­bi­te Chiny. W woj­sku szyb­ko roz­prze­strze­nia­ją się też cho­ro­by we­ne­rycz­ne. Poza tym kon­tak­ty z lo­kal­ny­mi ko­bie­ta­mi mogą pro­wa­dzić do wy­cie­ku taj­nych in­for­ma­cji... Ko­niec koń­ców – armia ja­poń­ska po­sta­na­wia za­ło­żyć kon­tro­lo­wa­ną sieć bur­de­li dla woj­sko­wych, eu­fe­mi­stycz­nie zwa­nych „do­ma­mi po­cie­sze­nia”.

POCIESZYCIELKI

Pro­po­zy­cję zgła­sza wi­ce­szef szta­bu wojsk ja­poń­skich, gen. Yasu­ji Oka­mu­ra. Pro­po­nu­je utwo­rzyć sys­tem domów pu­blicz­nych – za­twier­dzo­ny urzę­do­wo, pod kon­tro­lą le­ka­rzy – gdzie ofi­ce­ro­wie i żoł­nie­rze za nie­wy­gó­ro­wa­ną opła­tą mo­gli­by re­lak­so­wać się w dam­skim to­wa­rzy­stwie. Pro­po­zy­cja zo­sta­je przy­ję­ta, z Ja­po­nii zo­sta­ją spro­wa­dzo­ne pro­sty­tut­ki. Ale oka­zu­je się, że nie mogą spro­stać za­po­trze­bo­wa­niu.

Za­czy­na się więc po­lo­wa­nie na ko­bie­ty i dziew­czy­ny z oku­po­wa­nych kra­jów. Ko­re­an­ki (to naj­więk­sza grupa: 80-90 proc. wszyst­kich ko­biet), Chin­ki, Taj­wan­ki, Fi­li­pin­ki, In­do­ne­zyj­ki, Ma­laj­ki, Wiet­nam­ki, cza­sem też Eu­ro­pej­ki (np. Ho­len­der­ki z woj­sko­wych służb me­dycz­nych, wzię­te do nie­wo­li wraz z żoł­nie­rza­mi ho­len­der­ski­mi) – tra­fia­ją wbrew swej woli do woj­sko­wych bur­de­li. Są upro­wa­dza­ne bądź wa­bio­ne pod­stę­pem, np. ofer­tą pracy w fa­bry­ce. Bywa, że są sprze­da­ne przez miej­sco­we gangi, a nawet przez bli­skich. Od pierw­sze­go dnia są gwał­co­ne; czę­sto pierw­szą osobą jest tu le­karz, który je bada.

Ho­len­der­ka Jan Ruff-O’Hearn wspo­mi­na­ła: „W tzw. »ośrod­kach po­cie­sze­nia« byłam dzień i noc sys­te­ma­tycz­nie bita i gwał­co­na. Nawet le­karz, który re­gu­lar­nie badał nas na cho­ro­by we­ne­rycz­ne, gwał­cił mnie za każ­dym razem, kiedy przy­cho­dził do bur­de­lu, aby nas zba­dać”.

Ko­re­an­ka Lee Ok-Se­on zo­sta­je po­rwa­na z domu, gdy ja­poń­scy żoł­nie­rze aresz­tu­ją jej ojca (za to, że cho­dzi do ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go). „By­ły­śmy cią­gle bite, stra­szo­ne – wspo­mi­na­ła kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej w wy­wia­dzie. – Mia­ły­śmy po 11, 12, 13 lub 14 lat i nie wie­rzy­ły­śmy, że ktoś ocali nas z tego pie­kła”. I jesz­cze: „To nie było miej­sce dla czło­wie­ka. To była rzeź­nia”.

Skut­ki Lee od­czu­wa do dziś: ma po­czu­cie izo­la­cji od świa­ta, nie ufa ni­ko­mu, stale to­wa­rzy­szy jej lęk. „Wiele dziew­czyn po­peł­ni­ło sa­mo­bój­stwo. Uto­pi­ły się lub po­wie­si­ły” – wspo­mi­na­ła. Także ona była bli­sko, ale nie po­tra­fi­ła tego zro­bić. „Łatwo po­wie­dzieć, że le­piej umrzeć. Trud­niej to zro­bić” – powie, po raz pierw­szy, po 70 la­tach.

Upro­wa­dzo­ne dziew­czy­ny są roz­wo­żo­ne po całym Da­le­kim Wscho­dzie. Z ra­por­tu mi­ni­ster­stwa wojny z 3 wrze­śnia 1942 r. wy­ni­ka, że sieć bur­de­li roz­po­ście­ra się na całą Azję kon­tro­lo­wa­ną przez armię ja­poń­ską. Wszę­dzie tam po­wsta­ją woj­sko­we domy pu­blicz­ne: w Pół­noc­nych Chi­nach (100 domów), w Chi­nach Cen­tral­nych (140) i Po­łu­dnio­wych (40), w Azji Po­łu­dnio­wej (140), na wy­spach Morza Po­łu­dnio­we­go (10) i Sa­cha­li­nie (10). Do dziś trwa spór o licz­by. Hi­sto­ry­cy ja­poń­scy mówią o „tylko” 10-20 ty­sią­cach ko­biet, chiń­scy o 400 ty­sią­cach. Uśred­nia­jąc, ba­da­cze przyj­mu­ją licz­bę 200 ty­się­cy ko­biet, z któ­rych końca wojny do­ży­je co trze­cia.

Już po woj­nie wśród ja­poń­skich ba­da­czy za­czy­na funk­cjo­no­wać ter­min jugun ianfu. Taki neo­lo­gizm – po­łą­cze­nie pojęć, ozna­cza­ją­ce mniej wię­cej: ko­bie­ta-po­cie­szyl­ka po­dą­ża­ją­ca za woj­skiem – su­ge­ru­je, że ko­bie­ty go­dzi­ły się na seks do­bro­wol­nie. Ale „com­fort women” (to z kolei okre­śle­nie w ję­zy­ku an­giel­skim, sto­so­wa­ne przez Ja­poń­czy­ków w tej de­ba­cie) nie były ochot­nicz­ka­mi, które z po­trze­by serca czy za pie­nią­dze wspie­ra­ły mo­ra­le ce­sar­skich żoł­nie­rzy. Były sek­su­al­ny­mi nie­wol­ni­ca­mi.

POCIESZENIE

„Nie wiem, jak udało mi się prze­żyć. Wciąż tego nie ro­zu­miem” – mó­wi­ła jedna z bo­ha­te­rek filmu „Be­hind For­got­ten Eyes”.

Woj­sko­we bur­de­le zor­ga­ni­zo­wa­ne są w duchu woj­sko­wej dys­cy­pli­ny i pod ści­słym nad­zo­rem armii. Każdy dom pu­blicz­ny ma re­gu­la­min: okre­śla on, co jest do­zwo­lo­ne, a co za­ka­za­ne. Za­cho­wa­ły się frag­men­ty ta­kie­go re­gu­la­mi­nu z domu pu­blicz­ne­go w Chang­zhou (Chiny). Jest tu m.​in. gra­fik, okre­śla­ją­cy, któ­re­go dnia jaki od­dział może ko­rzy­stać z bur­de­lu. Jest też cen­nik: seks z Ko­re­an­ką wy­ce­nio­no na pół­to­ra jena, z Chin­ką na jed­ne­go jena, z Ja­pon­ką na dwa jeny. Spo­ży­wa­nie al­ko­ho­lu w domu pu­blicz­nym jest za­bro­nio­ne, po­dob­nie jak przyj­mo­wa­ne chiń­skich klien­tów przez ko­bie­ty. Z kolei uży­wa­nie pre­zer­wa­tyw jest bez­względ­nie wy­ma­ga­ne. Pięt­na­sty dzień mie­sią­ca jest dniem wol­nym; w po­nie­dział­ki i piąt­ki są ba­da­nia le­kar­skie.

Mimo le­kar­skich kon­tro­li, na wszel­ki wy­pa­dek re­gu­la­min na­ka­zu­je przy­jąć z góry, że każda ko­bie­ta jest po­ten­cjal­ną no­si­ciel­ką cho­rób we­ne­rycz­nych. Każdy klient przed wej­ściem do po­ko­ju, gdzie doj­dzie do zbli­że­nia, otrzy­mu­je więc dwie sztu­ki pre­zer­wa­tyw i maść an­ty­bak­te­ryj­ną. Ale więk­szość klien­tów chce upra­wiać seks bez pre­zer­wa­tyw; gdy ko­bie­ta jest opor­na, żoł­nie­rze grożą im bądź biją.

W do­ku­men­cie „Be­hind for­got­ten eyes” – jego bo­ha­ter­ka­mi były ko­re­ań­skie nie­wol­ni­ce sek­su­al­ne – byli żoł­nie­rze ja­poń­scy wspo­mi­na­li, że zanim do­szło do zbli­że­nia z „ko­bie­tą do to­wa­rzy­stwa”, mu­sie­li uiścić opła­tę. Przyj­mo­wa­no ją na „re­cep­cji” bur­de­lu. Po za­pła­ce­niu, klient otrzy­mu­je spe­cjal­ny bilet, a na­stęp­nie prze­cho­dzi do po­cze­kal­ni, gdzie czeka, aż wy­czy­ta­ne zo­sta­nie jego na­zwi­sko. Gdy przy­cho­dzi jego kolej, udaje się do któ­re­goś z po­ko­ików lub „bok­sów” (czę­sto są to duże po­miesz­cze­nia, po­prze­gra­dza­ne tylko za­sło­na­mi).

Nie­wol­ni­ce przyj­mu­ją dzien­nie od kilku do kil­ku­na­stu klien­tów. Choć zda­rza się, gdy licz­ba prze­wi­ja­ją­cych się przez pokój męż­czyzn do­cho­dzi do 55! Sys­tem dzia­ła. Ko­bie­ty do­sta­ją mi­ni­mal­ne wy­na­gro­dze­nie – bądź wcale. Są wy­gło­dzo­ne, bite, mal­tre­to­wa­ne psy­chicz­nie; zda­rza się, że żoł­nie­rze przy­pa­la­ją je roz­grza­ny­mi mie­cza­mi sa­mu­raj­ski­mi. Za­pa­da­ją na cho­ro­by, które w przy­szło­ści nie po­zwo­lą im mieć dzie­ci. Ciąże są usu­wa­ne.

Pod ko­niec wojny, gdy armia ja­poń­ska prze­gry­wa, ich sy­tu­acja staje się coraz gor­sza. Zda­rza się, że giną od alianc­kich bomb; inne są mor­do­wa­ne przez Ja­poń­czy­ków.

TRAUMA I TABU

Te, które prze­ży­ją, mogą mówić o szczę­ściu. Ko­re­an­ka Li Jong Soo, która w wieku 14 lat zo­sta­ła po­rwa­na i umiesz­czo­na w „domu po­cie­szeń” w Hsin­czu na Taj­wa­nie, twier­dzi, że z „jej” domu prze­ży­ła co dzie­sią­ta ko­bie­ta.

Po woj­nie czę­sto nie mogą sobie uło­żyć życia. Są bez­płod­ne, mają pro­blem ze zna­le­zie­niem męża, nie mogą się z nikim po­dzie­lić prze­szło­ścią, która blo­ku­je im po­wrót do ro­dzi­ny. „Po­sta­no­wi­łam spę­dzić resz­tę moich dni w Chi­nach. Jak mo­głam wró­cić do domu? Mia­łam wy­pi­sa­ne na twa­rzy, że je­stem ko­bie­tą-po­cie­szy­ciel­ką. Nigdy nie mo­gła­bym spoj­rzeć w oczy matce” – wspo­mi­na­ła Ko­re­an­ka Ki­mi­ko Ka­ne­da. Wiele ko­biet uza­leż­nia się od nar­ko­ty­ków. Zda­rza się, że znów tra­fia­ją do bur­de­li – np. w Ja­po­nii, dokąd przy­wę­dro­wa­ły wraz z co­fa­ją­cy­mi się żoł­nie­rza­mi ce­sa­rza.

Zni­kąd nie mogą li­czyć na pomoc – ani fi­nan­so­wą, ani psy­cho­lo­gicz­ną.

Pierw­sze książ­ki o nich po­wsta­ją do­pie­ro na prze­ło­mie lat 70. i 80. – i wy­wo­łu­ją w Ja­po­nii obu­rze­nie. One same ak­ty­wi­zu­ją się i za­czy­na­ją mówić o swo­ich prze­ży­ciach do­pie­ro ko­lej­ną de­ka­dę póź­niej; wcze­śniej mil­cza­ły ze wsty­du.

Tym­cza­sem Ja­poń­czy­cy także mil­czą – o swo­jej winie – przez dzie­się­cio­le­cia.

Po woj­nie rządy w Tokio (prze­waż­nie two­rzo­ne przez kon­ser­wa­tyw­ną Par­tię Li­be­ral­no-De­mo­kra­tycz­ną) kon­se­kwent­nie od­ma­wia­ją przy­ję­cia od­po­wie­dzial­no­ści za cier­pie­nia „po­cie­szy­cie­lek”. Po­li­ty­cy w Tokio gło­szą, że rze­ko­me sek­su­al­ne nie­wol­ni­ce w rze­czy­wi­sto­ści były pro­sty­tut­ka­mi, a armia ce­sar­ska nie miała nic wspól­ne­go z two­rze­niem bur­de­li; po­wsta­wać miały one z ini­cja­ty­wy miej­sco­wych przed­się­bior­ców. „Po­cie­szy­ciel­kom”, które prze­ży­ły, od­ma­wia się za­rów­no od­szko­do­wań, jak też choć­by prze­pro­sin.

Do­pie­ro w 1992 r. ja­poń­scy hi­sto­ry­cy od­naj­du­ją nie­zbi­te do­wo­dy udzia­łu armii w or­ga­ni­zo­wa­niu sek­su­al­ne­go nie­wol­nic­twa. Rok póź­niej rzecz­nik rządu Yohei Kono skła­da wy­ra­zy ubo­le­wa­nia i coś w ro­dza­ju prze­pro­sin. Oświad­cza m.​in.: „Ów­cze­sna armia ja­poń­ska po­śred­nio i bez­po­śred­nio uczest­ni­czy­ła w two­rze­niu »ośrod­ków po­cie­sze­nia« i w za­rzą­dza­niu nimi. Stu­dium rzą­do­we do­wio­dło, że w wielu przy­pad­kach te ko­bie­ty były re­kru­to­wa­ne wbrew ich woli. Za­miast uni­kać fak­tów hi­sto­rycz­nych, po­win­ni­śmy je za­ak­cep­to­wać i przy­jąć do serca jako lek­cję z hi­sto­rii”.

Jed­nak to oświad­cze­nie nie zo­sta­ło nigdy za­ak­cep­to­wa­ne przez par­la­ment, ma cha­rak­ter naj­wy­żej pół­ofi­cjal­ny – i tak jest od­bie­ra­ne przez po­krzyw­dzo­ne. Od dawna jest też solą w oku wielu po­li­ty­kom, któ­rzy rzą­dzą w Tokio.

Wpraw­dzie w 1995 r. z ini­cja­ty­wy rządu utwo­rzo­ny zo­sta­je fun­dusz od­szko­do­wań dla sek­su­al­nych nie­wol­nic, ale środ­ki na re­kom­pen­sa­ty do­star­cza­ją tylko pry­wat­ni dar­czyń­cy. Dla­te­go wiele daw­nych „po­cie­szy­cie­lek” od­ma­wia przy­ję­cia pie­nię­dzy – gdyż for­mal­nie fun­dusz nie ma nic wspól­ne­go z rzą­dem. W sumie tylko 285 by­łych nie­wol­nic sek­su­al­nych otrzy­mu­je po 2300 do­la­rów z tego fun­du­szu.

Łatwo wy­li­czyć, że ko­bie­cie ob­da­rzo­nej tym szczę­ściem, iż wy­trwa­ła „od Nan­ki­nu do Na­ga­sa­ki” (nie li­cząc kil­ku­dzie­się­ciu lat trau­my po woj­nie), przy­pa­dło­by na dzień kilka do­la­rów. To tro­chę tak, jakby za­pła­co­no jej za seks po ów­cze­snych staw­kach.

„TO BYŁO NIEZBĘDNE”

Pro­blem wraca w Tokio co parę lat – i oscy­lu­je mię­dzy za­ła­go­dze­niem sta­no­wi­ska rządu i wolą ocie­ple­nia re­la­cji z są­sia­da­mi a ko­lej­nym skan­da­lem.

Przy­kła­do­wo, w 2006 r. Shin­zo Abe – pierw­szy pre­mier Ja­po­nii uro­dzo­ny już po woj­nie – oświad­cza, że „nie ma do­wo­dów, ja­ko­by armia ce­sar­ska uczest­ni­czy­ła w two­rze­niu »domów po­cie­szeń«. Nie można wy­ka­zać, że żoł­nie­rze ja­poń­scy po­ry­wa­li ko­bie­ty z domów”. Wy­po­wiedź wy­wo­łu­je ofi­cjal­ne pro­te­sty w Seulu, Phe­nia­nie, Ma­ni­li, Taj­pej i Pe­ki­nie. Tym­cza­sem ja­poń­ski par­la­men­ta­rzy­sta, nie­ja­ki Na­ria­ki Na­kay­ama, wtó­ru­je pre­mie­ro­wi: „Być może uży­tecz­ne bę­dzie po­rów­na­nie bur­de­li do uni­wer­sy­tec­kich sto­łó­wek, pro­wa­dzo­nych przez pry­wat­ne firmy, które same re­kru­tu­ją per­so­nel i usta­la­ją ceny. Tam, gdzie jest popyt, za­wsze two­rzy się podaż. Ale twier­dze­nie, że armia ja­poń­ska zmu­sza­ła ko­bie­ty do pro­sty­tu­cji, nie jest praw­dzi­we. Ta spra­wa musi być wy­ja­śnio­na ze wzglę­du na honor Ja­po­nii”.

Tym­cza­sem mi­ja­ją lata, umie­ra­ją ostat­nie „po­cie­szy­ciel­ki”, a Ja­poń­czy­cy nadal mają pro­blem z ho­no­rem...

Ostat­nio w maju tego roku bur­mistrz Osaki, Toru Ha­shi­mo­to, jedną wy­po­wie­dzią obu­rzył całą Azję Wschod­nią. „To było nie­zbęd­ne, by utrzy­mać dys­cy­pli­nę” – po­wie­dział Ha­shi­mo­to i dodał, że „żoł­nie­rze, któ­rzy ry­zy­ko­wa­li życie wśród gradu po­ci­sków, mu­sie­li od­po­cząć”.

86-let­nia Lee Ok-Se­on nie kryła obu­rze­nia: „Nie mogę pojąć, kto może coś ta­kie­go po­wie­dzieć. Kogoś, kto od­ma­wia uzna­nia tego, co Ja­poń­czy­cy zro­bi­li, nie można uznać za czło­wie­ka”.
Źródło: Tygodnik Powszechny
http://tygodnik.onet.pl/swiat/seksualne ... -lat/synsm

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: czwartek 14 maja 2015, 17:33
autor: martin
Rycerstwo starożytne , średniowieczne ,współczesne to banda morderców , zwyrodnialców oraz gwałcicieli którzy aby zaspokoić swa chuć i morderczy popęd uczynią wszystko aby sobie dogodzić.
Książki opisujące rycerzy jako ideały honoru i prawości można miedzy bajki włożyć.
Śmierć dla wielu ludzi była wybawienie jeśli byli w lapach tych bandziorów ""rycerzy ""

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: niedziela 24 maja 2015, 11:19
autor: Taida
Li... awek fantastyczny, pod każdym względem, ale najbardziej ze wskazaniem na logo. Gratulacje za pomysł i wykonanie.

A w temacie, nie zgadzam się z formą "gwałciliśmy", bo ja nikogo nie gwałciłam, a po wtóre,to temat informacyjny i dyskusji w tymże i jemu podobnych tematach ja nie widzę.

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: niedziela 24 maja 2015, 11:49
autor: Lady Li
Taida pisze:Li... awek fantastyczny, pod każdym względem, ale najbardziej ze wskazaniem na logo. Gratulacje za pomysł i wykonanie.

A w temacie, nie zgadzam się z formą "gwałciliśmy", bo ja nikogo nie gwałciłam, a po wtóre,to temat informacyjny i dyskusji w tymże i jemu podobnych tematach ja nie widzę.
Dziękuję za uznanie. :kwiat2:
Pomysł mój, ale wykonanie Kocurka. :kotek:



Tak, temat raczej informacyjny - Forum służy również w celach czytelniczych i rozwojowych..

Zdarza się i tak, że po prostu natrafię na interesujący mnie temat, ale nie mam akurat czasu bądź ochoty na zastanawianie nad danym zagadnieniem.
Wtedy kopiuję i przy sprzyjającej okazji do niego wracam. Inni również mogą na tym skorzystać.
Każda wiedza to kolejne doświadczenie, niekiedy przydatna życiowo - "jak nie popełnić danego błędu..?". Chodzi mi to, by uczyć się na błędach innych, a skąd o takowych wiedzieć nie czytając?

Powyższa tematyka może bezpośrednio nie służy do nabierania doświadczenia, zdaję sobie z tego sprawę, ale pośrednio może pomóc psychicznie - typu "inni mają/mieli gorzej"., lub jako do poczytania przy kawie i łyknięcia przy okazji nieco historii.. :ok:

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: niedziela 24 maja 2015, 12:12
autor: Taida
Lady Li pisze:
Taida pisze:Li... awek fantastyczny, pod każdym względem, ale najbardziej ze wskazaniem na logo. Gratulacje za pomysł i wykonanie.

A w temacie, nie zgadzam się z formą "gwałciliśmy", bo ja nikogo nie gwałciłam, a po wtóre,to temat informacyjny i dyskusji w tymże i jemu podobnych tematach ja nie widzę.
Dziękuję za uznanie. :kwiat2:
Pomysł mój, ale wykonanie Kocurka. :kotek:



Tak, temat raczej informacyjny - Forum służy również w celach czytelniczych i rozwojowych..

Zdarza się i tak, że po prostu natrafię na interesujący mnie temat, ale nie mam akurat czasu bądź ochoty na zastanawianie nad danym zagadnieniem.
Wtedy kopiuję i przy sprzyjającej okazji do niego wracam. Inni również mogą na tym skorzystać.
Każda wiedza to kolejne doświadczenie, niekiedy przydatna życiowo - "jak nie popełnić danego błędu..?". Chodzi mi to, by uczyć się na błędach innych, a skąd o takowych wiedzieć nie czytając?

Powyższa tematyka może bezpośrednio nie służy do nabierania doświadczenia, zdaję sobie z tego sprawę, ale pośrednio może pomóc psychicznie - typu "inni mają/mieli gorzej"., lub jako do poczytania przy kawie i łyknięcia przy okazji nieco historii.. :ok:
Dołączam gratulacje dla Kocurka.
Świetnie, że skupisz różne tematy na tymże forum, ale inteligencji Ci nie brakuje i z każdej treści bazowej możesz wyprowadzić dyskusję, ale to moje spojrzenie, a administratorów i pozostałych na forum może być inne, znaczy niech tak jest jak jest.

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: niedziela 24 maja 2015, 12:28
autor: Lady Li
Taida pisze:(...)z każdej treści bazowej możesz wyprowadzić dyskusję,(...)
Ha! Zgadza się, a umiem to robić i już obiecałam sobie, że zacznę to stosować. :ok:

Tak skonstruowane tematy cieszą się największą popularnością i są najbardziej wartościowe, ale... pracochłonne.

Umiejętność a praktyka to dwie różne sprawy. I właśnie problem leży iż nie mam praktyki, za to wrodzonego lenia i zamiast wziąć się za jego ujarzmienie - stosuję prostą i jakże nie wymagającą użycia szarych komórek taktykę - kopiuj/wklej... :dobani:

Również moje myślenie wielotorowe nie ułatwia tego zadania, ale w najbliższym czasie postaram się zrobić autorski wątek i myślę, że z biegiem czasu będzie coraz łatwiej - wszak "Praktyka czyni mistrza..." ;)

Dziękuję Taido.
Zmotywowałaś mnie. :ok:

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: niedziela 24 maja 2015, 12:39
autor: Taida
Lady Li pisze: Dziękuję Taido.
Zmotywowałaś mnie. :ok:
Nie ma za co dziękować, jesteśmy tu by dzielić się swymi spostrzeżeniami.
Wiesz mnie jest łatwiej dokonać oceny i kierunkować temat, bo z tym związana byłam zawodowo, ale jeśli pisałaś pracę licencjacką lub magisterską, to będzie dla Ciebie bułka z masłem, a moja motywacja okaże się zbyteczna.

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: niedziela 24 maja 2015, 12:54
autor: Lady Li
Taida pisze:Nie ma za co dziękować, jesteśmy tu by dzielić się swymi spostrzeżeniami.
Wiesz mnie jest łatwiej dokonać oceny i kierunkować temat, bo z tym związana byłam zawodowo,
Widzisz więcej niż inni, bo jesteś rzadziej niż reszta i nie wdajesz się w nic nieznaczące dyskusje typu "ble ble".

Skupiasz się na konkretnych tematach i to one leżą w Twoich rzeczywistych zainteresowaniach i dlatego Twoją uwagę uważam za wartościową. :okok:
Byłaś nauczycielką?
Przepraszam, nie chciałabym w żaden sposób ingerować w Twoje życie osobiste - ot, zwykła ciekawość.
Jeśli nie chcesz uzielić odpowiedzi, to nic się nie stanie..

Nie, nie pisałam pracy magisterskiej ani licencjackiej. Niestety. Dlatego pewnie zauważyłam iż na początku będzie mi trudno... :niewiem:

Ale błyskawicznie się uczę. I to nie jest moje zdanie, ale Admina innego Forum. Inżyniera (to tak na marginesie). właśnie On takie tego typu tematy tworzył, co ogromnie mi się podobało. Niestety, nie mam tam wstępu więc i wzoru, ale co nieco pamiętam. :mysle:

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: niedziela 24 maja 2015, 13:14
autor: Taida
Lady Li pisze: Nie, nie pisałam pracy magisterskiej ani licencjackiej. Niestety. Dlatego pewnie zauważyłam iż na początku będzie mi trudno... :niewiem:

Ale błyskawicznie się uczę. I to nie jest moje zdanie, ale Admina innego Forum. Inżyniera (to tak na marginesie). właśnie On takie tego typu tematy tworzył, co ogromnie mi się podobało. Niestety, nie mam tam wstępu więc i wzoru, ale co nieco pamiętam. :mysle:
Słońce wszystko przed Tobą-ino mig 3 lat i masz licencjat, a potem 2 i masz magisterkę.
Błyskawicznej nauki nie można zaprzepaścić, tym bardziej, że jest to opinią innych. Daj namiar na pv na to forum, to poczytam Twe zainteresowania.

Teraz zmykam, bo idę zagłosować.
Ja nie jestem rzadko na forum-tak mi się wydaje. Jestem samotną od niedawna, więc wszystkie obowiązki i sprawy spoczywają moich barkach, a to jest w pierwszej kolejności niż forum.

Re: Gwałciliśmy bez skrupułów

: niedziela 24 maja 2015, 13:16
autor: Lady Li
Taida pisze:
Lady Li pisze: Nie, nie pisałam pracy magisterskiej ani licencjackiej. Niestety. Dlatego pewnie zauważyłam iż na początku będzie mi trudno... :niewiem:

Ale błyskawicznie się uczę. I to nie jest moje zdanie, ale Admina innego Forum. Inżyniera (to tak na marginesie). właśnie On takie tego typu tematy tworzył, co ogromnie mi się podobało. Niestety, nie mam tam wstępu więc i wzoru, ale co nieco pamiętam. :mysle:
Słońce wszystko przed Tobą-ino mig 3 lat i masz licencjat, a potem 2 i masz magisterkę.
Błyskawicznej nauki nie można zaprzepaścić, tym bardziej, że jest to opinią innych. Daj namiar na pv na to forum, to poczytam Twe zainteresowania.

Teraz zmykam, bo idę zagłosować.
Ja nie jestem rzadko na forum-tak mi się wydaje. Jestem samotną od niedawna, więc wszystkie obowiązki i sprawy spoczywają moich barkach, a to jest w pierwszej kolejności niż forum.
Wyślę Ci maila. Masz aktywny ten, który podałaś przy rejestracji?