"K 19"
: sobota 08 lut 2020, 13:25
Uzbrojony w głowice jądrowe radziecki okręt podwodny zbliża się do wybrzeża USA. Na pełnym morzu następuje awaria reaktora.
Historia filmu oparta jest na autentycznych wydarzeniach. Mamy rok 1961, epicentrum zimnej wojny. Związek Radziecki i USA nie ustają w wyścigu zbrojeniowym. Rosjanie budują broń, która ma zaskoczyć Amerykanów - jest nią łódź podwodna K-19, najbardziej zaawansowana technologicznie jednostka pływająca na świecie o dotąd niespotykanym zasięgu wyrzutni atomowych. ZSRR chce postraszyć swych wrogów nową bronią i jak najszybciej wysłać łódź z misją specjalną. I choć ani załoga, ani tym bardziej maszyna, nie jest jeszcze gotowa, rozkaz przywódców jest nieodwołalny. Kontrolę nad łodzią przejmuje zaufany w kuluarach Partii kapitan Vostrikov, degradując dotychczasowego dowódcę Polenina do rangi I oficera. Zła atmosfera na pokładzie jest więc nieunikniona. Zagrożenie jednak pojawia się ze strony reaktora jądrowego, który ulega poważnej usterce. Marynarze i ich dowódcy stają przed ogromnym dylematem: ratować swoja skórę i narazić się na ostracyzm przełożonych czy pozostać wiernym rozkazom i poleceniom Partii. Najgorszy jest jednak fakt, że na ich barkach spoczywa życie nie tylko własne i kolegów, ale być może i losy całego świata.
"K-19" nie jest klasycznym filmem wojennym. Reżyserka zrezygnowała bowiem z szybkiej akcji na rzecz ukazania moralnych dylematów swoich bohaterów. Zamiast skupiać się na pełnych wybuchów i krwi wizualizacjach, film emanuje atmosferą nerwowości panującej na pokładzie. Ten zabieg zdecydowanie udał się twórcom - jest w filmie parę mocnych momentów, pełnych ogromnych emocji, jak np. ta, w której marynarze decydują się na wejście do komory reaktora, narażając się na pewną śmierć. Bigelow powoli dozuje nam napięcie, szczególnie w pierwszej części filmu.
Ukazanie niedociągnięć w budowie łodzi, tragicznego wypadku lekarza czy butelki szampana, która nie rozbija się o kadłub statku podczas uroczystego wodowania, będąc zdecydowanie złą wróżbą, są bardzo sugestywne. Nie posługując się przemocą czy hektolitrami krwi, reżyserce udało się przekonać widza, że pokazana łódź bynajmniej nie jest miejscem, w którym chcielibyśmy się kiedykolwiek znaleźć. Wielka w tym zasługa ciekawych zdjęć, które oddają klaustrofobiczny charakter łodzi i utrzymują napięcie towarzyszące bohaterom. Intrygujące są przejścia kamery przez ściany statku, które uświadamiają nam jak cienka powłoka dzieli marynarzy od ton zabójczej lodowatej wody.
Świetny film z doskonałą obsadą. Gorąco polecam.

"K-19" nie jest klasycznym filmem wojennym. Reżyserka zrezygnowała bowiem z szybkiej akcji na rzecz ukazania moralnych dylematów swoich bohaterów. Zamiast skupiać się na pełnych wybuchów i krwi wizualizacjach, film emanuje atmosferą nerwowości panującej na pokładzie. Ten zabieg zdecydowanie udał się twórcom - jest w filmie parę mocnych momentów, pełnych ogromnych emocji, jak np. ta, w której marynarze decydują się na wejście do komory reaktora, narażając się na pewną śmierć. Bigelow powoli dozuje nam napięcie, szczególnie w pierwszej części filmu.
Ukazanie niedociągnięć w budowie łodzi, tragicznego wypadku lekarza czy butelki szampana, która nie rozbija się o kadłub statku podczas uroczystego wodowania, będąc zdecydowanie złą wróżbą, są bardzo sugestywne. Nie posługując się przemocą czy hektolitrami krwi, reżyserce udało się przekonać widza, że pokazana łódź bynajmniej nie jest miejscem, w którym chcielibyśmy się kiedykolwiek znaleźć. Wielka w tym zasługa ciekawych zdjęć, które oddają klaustrofobiczny charakter łodzi i utrzymują napięcie towarzyszące bohaterom. Intrygujące są przejścia kamery przez ściany statku, które uświadamiają nam jak cienka powłoka dzieli marynarzy od ton zabójczej lodowatej wody.
Świetny film z doskonałą obsadą. Gorąco polecam.
